Mechnica

50°23'54.49" N, 18°03'41.47" E

Mechnitz

16 08 1802
W południe zatrzymaliśmy się w Domecku i na noc dotarliśmy do
Mechnicy. Zjedliśmy tu kolację i serdecznie uśmialiśmy się z dwóch
kozielskich wojaków, a następnie zaczęliśmy się rozglądać za jakimś
miejscem na spoczynek. Ze smutkiem musieliśmy przyjąć do wiadomości,
że karczma, w której mieliśmy spędzić noc, dawała schronienie
zarówno ludziom, jak i świniom i cielętom. Wyciągnęliśmy zatem
nasze zmęczone nogi w stajni na gnoju i spaliśmy, na ile pozwoliło
nam na to straszliwe zimno. Około pierwszej w nocy obudził mnie
cichy szmer, gdzieś za mną. Obejrzałem się i zobaczyłem psa, który
właśnie chciał się wysikać na mój kapelusz. W tak niefortunnych
okolicznościach, szczękając zębami, czekałem wraz z panem Friedrichem,
który okrutnie zmarzł w tę straszną ulewę, na poranek.
16 10 1803

Po południu papa, mama i pan von Schipp towarzyszyli nam aż do góry za następną wioską za
Steblowem. Stąd, długo machając chusteczkami, bez szczególnych
przygód zawitaliśmy w Mechnicy, gdzie u tamtejszego proboszcza,
ks. Bartetzki, zjedliśmy wspaniałą kolację i przenocowaliśmy na
słomie. Niezapomniane utarczki między mną a Wilhelmem.
20 04 1805
W Steblowie ukłoniliśmy się pani von Schipp, u której poznaliśmy pannę von Lippa (dziewczyna o słusznej postawie i urodzie) i w południe dotarliśmy do Mechnicy, gdzie podczas burzy, obok stajni, zjedliśmy nasz obiad na chybotającym się stole z desek.


16 08 1802
kamen auf die Nacht in Mechnitz an. Nachdem wir hier unser Abendessen verzehrt und sich über zwei Kosler Soldaten satt gelacht hatten, so sahen wir uns nach einer guten
Ruhestätte um; da wir aber zu unserm größten Leidwesen bemerkten,
dass die Wirtsstube, in welcher wir diese Nacht logieren sollten,
Menschen, Schweinen und Kälbern zugleich Schutz und Obdach
darböte, so streckten wir unsere matten Glieder im Pferdestalle auf
den Mist und schliefen so gut, als es uns damals die schreckliche
Kälte zuließ. Gegen 1 Uhr in der Nacht hingegen weckte mich ein
kleines Geräusch hinter mir, ich sah mich um, und erblickte einen
Hund, der soeben im Begriff war, mir auf den Hut zu pssen.
Unter solchen misslichen Umständen erwartete ich also mit Herrn
Friedrich, der bei dem damals einfallenden Regenwetter ganz erstarrt
war, zähneklappernd den Morgen.
16 10 1803

Nachmittags begleiteten uns der Papa, die Mama und der Herr von
Schipp110 bis auf einen Berg hinter dem nächsten Dorfe bei Stöblau.
Von hier aus fuhren wir nun, nachdem wir noch solange als möglich
mit den Schnupftüchern gewinkt hatten, ohne alle Merkwürdigkeit
nach Mechnitz, wo wir bei dem dasigen Pfarrer Bartetzko111 ein
nobles Abendessen verzehrten und auf einer Streu übernachteten,
wobei die Händel zwischen mir und Wilhelm nicht zu vergessen.
20 04 1805
Nachdem wir nun noch der Frau von Schipp in Stöblau unser
Kompliment gemacht und daselbst das Fräulein von Lippa (hat ein
Gesicht und Wuchs von vorzüglicher Bonität) kennen gelernt hatten,
kamen wir zu Mittag in Mechnitz an, wo wir unser Mittagmahl auf
einem schwebenden Tische von Brettern neben dem Pferdestalle
und Jove tonante verzehrten.

Karte wird geladen...