Domecko

50°37'19.67" N, 17°51'33.83" E

Dometzko

16 08 1802
Zjedliśmy śniadanie i o siódmej, w ulewnym deszczu, kontynuowaliśmy podróż.
Deszcz lał do rana następnego dnia. W południe zatrzymaliśmy się w Domecku i na noc dotarliśmy do Mechnicy.
09 08 1803
ruszyliśmy w dalszą drogę. Śniadanie zjedliśmy o godzinie dziewiątej
w Domecku u pana von Donata, a obiad w Lewinie.
17 10 1803
W południe byliśmy w Domecku, gdzie wysłuchaliśmy dyskursu prowadzonego
przez pijanego dozorcę, co o mało nie zakończyło się rękoczynami.
Nakarmiwszy ludzi i konie, ruszyliśmy w dalszą drogę. Lecz ledwo udało nam się przebyć dwie mile, spotkało nas coś, czego najmniej się spodziewaliśmy: potyczka z pewnym furmanem. Ksiądz proboszcz polecił naszemu woźnicy, aby zjechał nieco z toru; ale ponieważ
furman jadący naprzeciw nas nie chciał wykonać tego samego manewru,
najechaliśmy na siebie w taki sposób, że osie na obu wozach
głośno zatrzeszczały. Teraz, jak można było się spodziewać, nastąpiła
wymiana zdań, a ponieważ furman, mimo oczywistej winy, nie
chciał nawet wysiąść i rozłączyć wozy, wielebny ks. Wodarz tak się
rozzłościł, że dwukrotnie z całej siły zdzielił go kijem. W międzyczasie
nasz woźnica rozdzielił wozy i pojechaliśmy dalej, a do nas dobiegały
straszne przekleństwa furmana.
11 04 1804
w południe zawitaliśmy w pewnej wsi położonej pół mili za Domeckiem, gdzie wpierw przepędziliśmy armię dzikich gęsi na tamtejszych bagnach, w liczbie ponad dwieście.
08 08 1806
w Domecku wypiliśmy kawę. Był tam pewien pijany gospodarz, który okropnie
śpiewał i głośno się zachowywał. Warto też zapisać, że żydowskie masło było nieposolone.


16 08 1802
Nachdem wir hier ein Frühstück zu sich genommen hatten, fuhren wir um 7 Uhr unter heftigem Regen, welcher auch bis zum Morgen des anderen Tages fortdauerte, weiter, hielten in Dometzko Mittag, und kamen auf die Nacht in Mechnitz an.
09 08 1803
Fuhren wir wieder weiter, frühstückten um 9 Uhr in Dometzko beim
Herrn von Donat, aßen in Löwen zu Mittag,
17 10 1803
Zu Mittag waren wir in Dometzko, wo wir den Diskurs eines besoff enen Hegers und
Bauers, der bald in Tätlichkeiten ausgebrochen wäre, behorchten. Als
hier Menschen und Tiere abgefüttert waren, segelten wir wieder ab,
waren aber kaum 2 Meilen gefahren, als uns – was wir am wenigsten
vermuteten – ein Feldscharmützel arrivierte. Auf der Landstraße nämlich
begegnete uns eine Art von Fuhrmann. Der Herr Pfarrer befahl
daher seinem Kutscher, das halbe Geleis auszuweichen; da aber der
Fuhrmann nicht ein Gleiches tun wollte, so fuhren wir so ineinander,
dass die beiderseitigen Achsen krachten und seufzten. Nun kam es,
wie zu vermuten, zu Wortwechsel, und da der Fuhrmann ungeachtet
seines augenscheinlichen Unrechts durchaus nicht einmal absteigen
und die Wagen auseinander heben wollte, so ward der Herr Pfarrer
Wodarz darob so ergrimmt, dass er seinen Stock mächtiglich schwang
und dem Fuhrmann 2 Stück aufzählte. Indes hatte der Kutscher die
Wagen auseinander gehoben, und wir fuhren also, von kräftigen
Flüchen des Fuhrmanns begleitet, weiter.
11 04 1804
Als wir hier auf einer Streu ausgeruht hatten, fuhren wir zu Mittag
bis in ein ½ Meile hinter Dometzko gelegenes Dorf, nachdem wir
vorher in den Sümpfen von Dometzko ein Heer von mehr als 200
wilden Gänsen aufgejagt hatten.
08 08 1806
und in Dometzko tranken wir Kaffee. Hier war ein besoff ener Bauer, welcher entsetzlich sang und
brüllte, und ist noch zu bemerken die ungesalzene jüdische Butter.

Ładowanie mapy...