28 Kwieceń 1810
o szóstej rano w pogodny, wiosenny dzień po raz pierwszy wyruszam na piechotę do Pogrzebienia.
W Łęgu przeprawiłem się łódką przez Odrę, a potem wśród śpiewu różnych ptaków przemierzałem piękny dębowy las pełen kwitnących krzewów.
Przechodziłem w okolicy Markowic przez rozmaite tamy, często też brodziłem w wodzie,
nieraz ścigany przez psy. Doszedłem do samotnej leśnej góry, u stóp której rozciągały się łąki
i malowniczy widok na Racibórz i jego wieże.
Przemierzyłem równinę wokół Rzuchowa, przedarłem się przez las bez ścieżek i kładek nad wodą
i wąwozami i około godziny dziewiątej byłem w jakże dobrze mi znanym Pogrzebieniu.
Panna Louise wychodzi mi naprzeciw. Pokazuje skierowane do mnie listy.
W ogrodzie wspomnienia minionych chwil. Rycerz zawsze z nią sypia. Louise gra na gitarze.
09 mai 1810
po południu tylko my obaj pojechaliśmy do Raciborza, ja jednak w mieście wysiadłem
i poszedłem piechotą po znanych ścieżkach do Pogrzebienia.
Zamierzałem tam przenocować. Znalazłem wszystkich w altanie ogrodowej czytających gazety
i „Freimütigera”. Louise cieszy się z mojej niespodziewanej wizyty.
W salonie cenny list od panny Nanny (godnej panny młodej), a następnie czytanie moich
własnych listów pisanych z Berlina. Louise mi je zabiera!
14 Czerwiec 1810
po piątej, w piękny poranek, wyszedłem razem z Wilhelmem przez ogród.
W Łęgu przeprawiliśmy się promem i szliśmy po drugiej stronie Odry do Raciborza przez urokliwe pola i łąki,
skąd rozpościerał się piękny widok na Brzeźnicę, Miedonię itd. Wilhelm poszedł do zamku,
a ja na lewo do Pogrzebienia. W domu były tylko pani Larisch i Louise. Spacery w ogrodzie. Drzemiemy przykryci jednym kocem. Oddech. Śmiech i wstrząsy. Po południu toaleta pod płotem. Kiedy wieczorem przyszedł pan von Larisch, odmaszerowałem.
Pani von Larisch (przodem) i Louise ze mną odprowadziły mnie daleko aż za lipowy zagajnik. Wynurzenia Louise.
Kiedy rano w Boże Ciało obaj pojechaliśmy „kiełbasą” do Pogrzebienia,
von Placzinsky towarzyszył nam aż do Raciborza, gdzie wraz z nim wysłuchaliśmy
u zakonnic mszy św. Następnie ja w deszczu do Pogrzebienia, gdzie właśnie przyjechali
z kościoła pani von Larisch, Louise i państwo von Porembscy.
Za moją namową Louise znów się przebiera. Gra na pianinie, gitarze, śpiewanie itp.
Po obiedzie Louise na moich kolanach. Czy mam zostać? Później przyszedł pan von… z żoną.
Gruby, brodaty, młody, niesamowicie rozmowny i dobrze ułożony. Mam dziwnie zły nastrój. Odjechałem.
10 Lipiec 1810
bardzo wcześnie rano poszedłem nieco śliską drogą na piechotę do Pogrzebienia przez Racibórz
i zastałem Louise stojącą przy drzwiach razem ze starszą panią von Gusnar.
Rozmowa z panią Gusnar o dawnych łubowickich historiach. Na obiad przyszedł pan von Fuglar. Po południu siedziałem z Louise na darni przy płocie. Louise bardzo ożywiona i niezwykle sympatyczna. Przeskoczyłem przez ogrodzenie (aby nikt nie widział),
tam przyszykowałem legowisko. Gospodyni ją woła. Louise wraca. W zbożu. A potem w domu, gdzie akurat wyrabia się masło, siedziałem z Louise niespokojnie przez długi czas.
Wchodzenie do piwnicy. Moje kazania na temat łagodności, pokory i kobiecości zostały dobrze przyjęte. Na koniec wspólny podwieczorek w altanie ogrodowej, kiszka i pieczeń itp.
Zostawiłem żakiet w salonie. Louise chce napełnić moją fajkę, a to pod wpływem mojego kazania.
18 Lipiec 1810
wcześnie rano znów pieszo przez Racibórz do Pogrzebienia. Przez niemal całą drogę kropił deszcz. Louise źle się czuje. Byłem z nią w sypialni, podczas gdy ks. prałat, który był tu od kilku dni, odprawiał mszę św., a potem w pokoju obok wszyscy jedli śniadanie.
Na koniec i ja spadłem jak z nieba. Rozmowy z dobrym prałatem, Francuzem ojcem Jakubem
i przełożonym Nepomukiem (wił się kaczor). Potem do ogrodu. Stara gra.
W czasie obiadu wielka burza z piorunami. Po obiedzie prałat i ona obrzucają się różami. Siedziałem z nią w pokoju jadalnym przez całe popołudnie. Projekt z Suminą – bardzo miły.
28 April 1810
Machte ich mich bei einem vollkommen heiteren Frühlingstage gen 6 Uhr des Morgens zu Fuß das erste Mal nach Pogrzebin auf. Bei Leng ließ ich mich über die Oder schiff en, ging unter dem Gesänge aller Vögel durch den schönen Eichwald voll blühender Sträucher,
über die verschiedenen Dämme vor und hinter Markowitz, oft durch Wasser und von Hunden verfolgt, kam dann auf einem einsamen Waldberg, unten Wiesen und herrliche Aussicht
(Ratibor mit seinen Glocken) durchstrich die langsam eingeschlossene Ebene von Rzychow etc.,
drang endlich ohne Pfad und Steg über Wasser und Schlüfte gerade durch den Wald
und kam gen 9 Uhr in dem wohlbekannten Pogrzebin an. Fräulein Louise kommt mir
aus der Türe entgegen.
Vorzeigung der an mich gerichteten Briefe etc. Erinnerungen im Garten etc. an
die alten Zeiten. Der Ritter schläft immer mit etc. Louise spielt Gitarre.
09 mai 1810
Fuhren wir beide allein nachmittags nach Ratibor, ich aber stieg in der Stadt ab und ging zu Fuß auf den wohlbekannten Stegen nach Pogrzebin, um dort über Nacht zu bleiben.
Ich fand sie alle im Gartenhäuschen
sitzend und Zeitungen und den „Freimütigen“326 etc:
lesend. Louisens Freude über mein unerwartetes Kommen. In der
Stube einen preziösen Brief der Freile Nanny (als würdige Braut)
und dann meine eignen Briefe aus Berlin spektakulös vorgelesen.
Sie nimmt mir die letzteren.
14. Juni 1810
Ging ich früh nach 5 Uhr an einem sehr schönen Morgen mit Wilhelm oben durch den Garten hinaus. Wir ließen uns bei Leng überschiffen und gingen nun jenseits der Oder durch die angenehmen Wiesen und Felder mit den schönen Aussichten auf Brzesnitz,
Niedane etc. immer an der Oder fort nach Ratibor zu. Wilhelm ging hier aufs Schloss,
ich links nach Pogrzebin, wo bloß Frau und Louise zu Hause. Herumsielungen im Garten. Schlummern mit EinemTuche zugedeckt. Atem. Lachen und Schütteln. G. N. Nachmittags
Toilette am Zaune.
Als abends Herr von Larisch kam, ich wieder abmarschiert. Frau von Larisch (voraus) und Louise mit mir begleiteten mich bis weit hinter das Lindenvorwerk. Louisens hingebend off enherzige Entdeckungen.
Als am Fronleichmamsfeste fuhren wir beide zu Wurst früh nach Pogrzebin, Herr von Placzinski begleitete uns bis Ratibor, wo wir mit demselben bei den Jungfern eine Messe hörten.
Darauf im Regen bis Pogrzebin, wo eben Frau von Larisch, Louise, Frau und Herr von
Porembsky aus der Kirche angefahren kamen. Auf mein Überreden zieht sich Louise noch einmal um. Klavier-Spielen, Guitarre, Singen etc. Nach Tische Louise auf meinem Schoß. – Soll ich bleiben? Später kam Herr v. . . . n mit seiner Frau. Dick, bärtig, jung, erbärmlich
gesprächig und artig. Meine sonderbare üble Laune. Fortgefahren.
10 Juni 1810
Ging ich früh sehr zeitig bei etwas schlüpfrigem Wege wieder zu Fuß nach Pogrzebin über Ratibor, und fand Louise mit der alten Frau von Gusnar an der Tür stehend. Unterhaltung mit dieser von den alten Lubowitzer Geschichten. Zu Mittag kam Herr von Fuglar. Nachmittags
ich mit Louise über der Rasenbank auf dem Zaune gesessen.
Louise sehr munter und außerordentlich liebenswürdig. Über den Zaun gestiegen.
(nicht hinsehen). Lagerung daselbst. Die Schaff erin holt ab. Louise kommt wieder.
Im Korn. Darauf zu Hause, während gebuttert wird, mit Louise: ängstlich lange gesessen,
oft in den Keller etc. gegangen. Meine Predigten über Sanftmut und Demut und Weiblichkeit
etc. wohlbegriff en. Zuletzt Vesper allgemein im Gartenhäschen von Schlickermilch, Braten etc. Meine Weste in der Stube gelassen.
Louise will mir die Pfeife stopfen infolge meiner Predigt.
18 Juni 1810
Frühzeitig wieder zu Fuß über Ratibor nach Pogrzebin.
Einzelne Regentropfen verfolgten mich fast über den ganzen Weg.
Louise etwas unpaß. Ich mit ihr in der Schlafstube, während der Prälat,
der seit einigen Tagen hier, Messe las, und darauf alles in der Stube
daneben frühstückte. Endlich erschien auch ich wie deus ex machina.
Unterhaltungen mit dem guten Prälaten, dem Franzosen Pater Jacques und dem Subprior Nepomuk (ein sich windender Entrich). Darauf im Garten. Altes Spiel.
Über Tische großes Gewitter. Nach Tische Rosenkanonade zwischen dem Prälaten und ihr.
Darauf den ganzen Nachmittag mit ihr allein in der Tafelstube gesessen.
Projekt mit Summin. Sehr lieb.
Projekt „Eichendorff w Europie” żyje dzięki Waszym pytaniom i sugestiom.
Jesteśmy otwarci na pomysły związane z działalnością Josepha von Eichendorffa, zgłoszenia błędów czy propozycje nowych miejsc. Napisz, zadzwoń lub przyjdź osobiście – razem szerzmy miłość do poezji, historii i kultury europejskiej.
Projekt „Eichendorff w Europa” lebt durch Eure Fragen und Vorschläge.
Wir sind offen für Ideen, die mit dem Werk und Leben von Joseph von Eichendorff zu tun haben, für Fehlerberichte oder Vorschläge zu neuen Orten. Schreibt uns, ruft uns an oder kommt persönlich vorbei – lasst uns gemeinsam die Liebe zur Poesie, Geschichte und europäischen Kultur verbreiten.
Wszelkie prawa zastrzeżone © Łubowickie Towarzystwo Eichendorffa 2025