Bargłówka Barrach

50°13'49.27" N, 18°23'48.96" E

Barglowka Barrach

10 12 1806
wcześnie rano obudził nas dźwięk rogów, po czym zjedliśmy wspólnie śniadanie i wyruszyliśmy całą karawaną do domu myśliwego niedaleko Barłogówki (1,5 mili od Kuźni). Zastaliśmy tam dużą leśniczówkę otoczoną siatkami i zajęliśmy nasze stanowiska. Było cudownie, romantycznie:
piękne poranne niebo, rozlegający się zewsząd dźwięk waltorni i dochodzący z daleka ustawiczny łomot armat (prawdopodobnie z Wrocławia). Nasze dzisiejsze polowanie, w tej sytuacji, w obliczu owych mocnych ostrzałów wydawało się małostkowe, próżne i głupie. Po kilku godzinach opuściłem swój posterunek, już jako ostatni, i udałem się do leśniczówki, gdzie zastałem całe towarzystwo w radosnym nastroju oraz panów Adamtza i Langera, którzy właśnie przybyli. W leśniczówce zjedliśmy posiłek myśliwski, a następnie zajęliśmy drugą pozycję. Wypaliwszy kilka fajek, poszedłem z Karlem von Schimonskym na czerwone jagody i tym samym opuściłem moje
stanowisko. Tutaj zastaliśmy już pana dyrektora i innych, i wkrótce zebrała się cała myśliwska gromada z upolowaną zwierzyną (siedem zajęcy, jeden jeleń). Spakowano sieci, nastało wielkie zamieszanie, myśliwi, pomocnicy itp. Wkrótce wszyscy odjechali. My obaj zatrzymaliśmy
się i przepuściliśmy całe towarzystwo, bo Walek musiał pobiec do Barłogówki, gdyż zapomnieliśmy zabrać nasze płaszcze, ale ponieważ koło Sośnicy zabłądził, czekając prawie godzinę, staliśmy sami na cichym pustkowiu. A potem pomknęliśmy takim pędem, że wkrótce dogoniliśmy kilku myśliwych i pomocników. Zabraliśmy na tylne siedzenie dwóch wiejskich chłopców i wreszcie, podskakując niebezpiecznie na koźle, w tę najciemniejszą noc, przez gęsty las, dotarliśmy do Kuźni, gdzie Wezuwiusz sypiąc iskrami z wysokiego pieca, dał nam piękny pokaz sztucznych ogni.

10 12 1806
Weckte uns frühzeitig Waldhornklang aus dem Hofe, worauf wir frühstückten und die ganze Karavane bis zu einem Jägerhause ohnweit Barglowka (1 1/2 Meile von Hammer) aufbrach, wo wir bereits einen großen Hau mit Netzen umstellt fanden und uns auf unsere Posten verfügten. Hier vereinigte sich zwar alles, um die Sache so romantisch als möglich zu machen: der schöne Morgenhimmel, Waldhornklang hier und dort, aus fernem Hintergrunde unaufhörlicher
Kanonendonner (wahrscheinlich aus Breslau).259 Dessen ungeachtet kam mir unter dieser männlichstarken Donnerwolke unsere Jagd heute bis zur Bangigkeit klein, untätig und dumm vor. Nach einigen Stunden schied ich, der letzte von meinem Posten und begab mich zum Jägerhause, wo ich bereits die ganze Kompanei in freudenreichen Schalle und die Herren Adametz und Langer, die eben angekommen, antraf. Hier verzehrten wir in der Jagdstube ein Jägeressen und bezogen dann wieder die zweite Stellung, wo ich nach mehreren ausgerauchten Pfeifen mit Karl von Schimonsky in die roten Beeren und somit aus der Stellung wandelte. Hier fanden wir bereits auch den Herrn Land schaftsdirektor etc. und bald versammelte sich die ganze Jagdhorde
mit der Beute (7 Hasen, 1 Reh). Die Netze wurden aufgepackt, großes Getümmel von Jägern, Bauern, etc. Dann fuhr alles fort; wir beide aber blieben stehen und ließen die ganze Karavane bei uns vorbei passieren, da der Wallek um die vergessenen Mäntel nach Barglowka zurücklaufen musste. Da er sich aber bis an Kieferstädtchen verirrt hatte, standen wir fast eine Stunde in immer getäuschter Erwartung ganz allein in der stillen Öde. Dann ging es aber hurtig mit Donnergepolter über Stock und Block, so dass wir bald mehrere Jäger und Jagdbauern einholten, 2 Bauernknaben hinten auf den Sitz nahmen und endlich, nach vielen halsbrechenden Bocksprüngen der Chaise bei der fi nstersten Nacht, noch durch den dichten Wald vermehrt,
in Hammer anlangten, wo uns noch der funkensprühende Vesuv des hohen Ofens ein schönes Feuerwerk gab.