Krapkowice

50°28'28.56" N, 17°58'1.70" E

Krapitz

08 10 1802
odjechaliśmy z Łubowic; w południe zatrzymaliśmy się w Steblowie,
a nocowaliśmy w Krapkowicach.
10 04 1804
Noc spędziliśmy w Krapkowicach. wypocząwszy tutaj na słomie, w południe zawitaliśmy w pewnej wsi położonej pół mili za Domeckiem.
22 10 1804

Jeszcze przed zachodem słońca dotarliśmy do naszej
kwatery nocnej w Krapkowicach. Zatrzymaliśmy się w oficynie.
Ponieważ miałem wystarczająco dużo czasu, udałem się na krótki
spacer za bramę miasta, gdzie rozkoszowałem się wspaniałym widokiem
na Odrę i przylegający do niej Ossmuth[Otmęt]; obraz ten
jeszcze żywiej przywołał mi uroki Łubowic. Potem zjedliśmy posiłek,
trochę czytaliśmy, graliśmy i w końcu poszliśmy spać. Jednak długo
nie cieszyliśmy się ciszą i spokojem, gdyż zaniepokoiła nas wielka
czerwona poświata na niebie, chyba łuna wielkiego pożaru gdzieś
w oddali. Później dowiedzieliśmy się, że to była zorza polarna.
Krapkowice opuściliśmy bardzo wcześnie, jeszcze przed świtem.
26 03 1805
Zjadłszy obfitą, wcześniej zamówioną kolację i nieco tu wypocząwszy, wyruszyliśmy następnego ranka, w dalszą drogę, w zimną, śnieżną zawieruchę. Zjedliśmy obiad w Krapkowicach
i około godziny piątej wjechaliśmy do Reńskiej Wsi z jednej strony, podczas gdy mama, wraz z panem kapelanem i Schöppem, wyjechali nam naprzeciw z drugiej
20 04 1805
Około godziny 16.00 zajechaliśmy do Krapkowic, gdzie
zastaliśmy Walka, Franza, zwanego Wysokim, i pana Franckego,
zwanego Krótkim, którzy niecierpliwie na nas czekali. Tutaj szybko
wymieniliśmy konie i ruszyliśmy do Lewina.
08 08 1806
Wieczorem zawitaliśmy w Krapkowicach, gdzie przeżyliśmy pewną przygodę. Najpierw pojechaliśmy do tawerny za miastem, gdzie czekała na nas przyprzążka z Łubowic. Ale ponieważ nie było tam żadnego wolnego pokoju i nie mogliśmy dostać niczego do zjedzenia, to brodząc w krapkowickim błocie doszliśmy do oficyny.
Tam zaoferowano nam ładny pokój i świetne łóżka. Nagle cała warta
na rynku zasalutowała. Wszyscy byli bardzo zaskoczeni. Okazało się,
że to nakrycie głowy Forchego i jego rapier zmyliły żołnierzy. Śmialiśmy
się z całej wartowni. Wieczorem odwiedził nas pan Koschatzky
z córką; oboje płynęli statkiem do Wrocławia.
Wyruszyliśmy z Krapkowic wcześnie rano z przyprzążką, na którą
czekaliśmy. Im bliżej byliśmy Łubowic, tym mocniej biły nam serca.
Po lewej stronie widzieliśmy już Górę św. Anny spowitą szarą mgłą.
Zaczęło padać.


08 10 1802
Fuhren wir von Lubowitz fort, blieben in Stöblau über Mittag und
in Krappitz über Nacht.
10 04 1804
Nacht in Krappitz. Als wir hier auf einer Streu ausgeruht hatten, fuhren wir zu Mittag
bis in ein ½ Meile hinter Dometzko gelegenes Dorf,
22 10 1804
Noch vor Untergang der Sonne kamen wir
in unser Nachtquartier Krappitz, wo wir im Ordonanzhause abstiegen.
Da mir hier noch Zeit genug übrig blieb, so machte ich einen
kleinen Spaziergang vor das Tor, wo ich eine herrliche Aussicht auf
die Oder und das daranliegende Ottmuth154 genoss, welche mir das
schöne Bild Lubowitzens nur um desto lebhafter zurückrief. Darauf
wurde gespeist, noch etwas gelesen, gespielt und endlich schlafen
gegangen. Doch hatten wir uns noch nicht lange der Ruhe erfreut,
als uns ein großer, roter Schein am Himmel, vermutlich die Folge
eines entfernten heftigen Feuers, störte. Nach späteren und richtigen
Nachrichten war es ein Nordschein. Verließen wir schon sehr zeitig und noch im Finstern Krappitz.
26 03 1805
Abendessen verzehrt, und uns ausgeruht hatten, begaben wir uns den anderen Morgen, den
unter kaltem Schneegestöber von neuem auf die Reise, aßen zu Mittag in Krappitz, und fuhren gegen 5 Uhr eben von der einen Seite in Reinschdorf ein, als die Mama nebst dem Herrn Kaplan und Schöpp uns von der anderen Seite entgegenkam.
20 04 1805
Gegen 4 Uhr kamen wir in Krappitz an, wo wir den Wallek, Franz den Langen und Herrn Franke den Kurzen bereits voll ungeduldiger Erwartung unserer vorfanden.
08 08 1806
Abends kamen wir in Krappitz an, wo wir Abenteuer zu bestehen
hatten. Erst fuhren wir in die Schenke vor der Stadt, wo uns Vorspann
aus Lubowitz erwartete. Da dort aber kein Bett und nichts zu
bekommen war, so wateten wir durch den Krappitzer Morast in das
Ordonnanzhaus, wo wir eine schöne Stube und vortreffl iche Betten
bekamen. Auf dem Markt trat auf einmal die ganze Hauptwache ins
Gewehr. Alle wunderten sich sehr. Endlich war die ganze Solemnität
der Hieberkuppel des Herrn Forche wegen und seines großen
Sturmschiff s (Hutes) halber unternommen worden. Wir lachten das
ganze Schilderhaus aus. Am Abend besuchte uns Herr Koschatzky
mit seiner Tochter. Beide fuhren mit der Silberfl otte nach Breslau.
Von Krappitz fuhren wir den andern Morgen zeitig früh ab. Das
Herz pochte uns immer mehr, je näher wir Lubowitz kamen. Schon
sahen wir links den Annaberg in trübe Nebel gehüllt. Es begann zu
regnen.